O 10 byliśmy na miejscu, mimo próśb (dziwnych zresztą) każdy się rozszedł. My z Rose poszliśmy przed siebie, zachaczylismy kilka stoisk z grami i wata, udało mi się też wygrać misia dla Rose, który jej się spodobał. Następnie stanęliśmy w kolejce do największej zjeżdżalni.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz