niedziela, 25 września 2016

Od Filipa do Rose

Wróciłem dopiero kiedy ochłonąłem, było już ciemno. Wszedłem do swojego pokoju trzaskając drzwiami, położyłem się na łóżko i wsadziłem w uszy słuchawki. Nagle usłyszałem głośne pukanie do drzwi, niechętnie wstałem i otworzyłem je, stała w nich Alice.
- Filip, kocham cię.... proszę.... - zaczęła kładąc dłonie na moje policzki.
- Ja już ci powiedziałem, co o tym myślę. Nic z tego nie będzie. - złapałem ją za nadgarstki i odsunąłem jej dłonie.
- Ale... dlaczego?
- Podoba mi się ktoś inny. - westchnąłem. - Gdzie jest Rose?
- Co mnie to obchodzi? - mruknęła.
- Gdzie jest
- Pokłóciłyśmy się, poryczała się i poszła gdzieś. - wzruszyła ramionami. - Po co ci ona skoro masz mnie?
- Daj mi spokój, nie rozumiesz? Nic do ciebie nie czuję i nigdy czuć nie będę. Kocham Rose, nie ciebie.
- Cham i prostak! - wykrzyczała, dostałem z liścia, poszła.
Postanowiłem poszukać Rose, chodziłem po całym hotelu, przechodząc koło wyjść awaryjnego prowadzącego na schodach pożarowych usłyszałem krzyk. Wychodząc na zewnątrz dostrzegłem ją i tego chłopaka, który usiłował ją rozebrać. Ona krzyczała, płakała i starała się go odepchnąć. Zbiegłem na dół, złapałem go za koszulkę i odciągnąłem od niej. Był dość silny i sprytny, również złapał mnie za koszulkę i przycisnął do barierki, wychylając poza nią. Jeden zły ruch i ja albo oboje byśmy zlecieli na dół. Spojrzałem w dół następnie na niego.
- Mówiłem ci, że jeśli się do niej zbliżysz, pożałujesz. - warknąłem.

Rose?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz